Pracowałam przed Świętami, pracowałam w trakcie Świąt, choć teoretycznie to nie praca.


W praktyce jednak samo zajmowanie się domem i dzieckiem jest zajęciem jak każde inne, które - przede wszystkim - potrafi dać w kość i solidnie zmęczyć. Pocieszamy same siebie memami, podziwiamy za własną pracowitość, ale rzeczywistość równie często jest taka, że marzysz o prawdziwym odpoczynku, choć jednym wieczorze nicnierobienia.


Pewien ojciec, „dotknięty” atmosferą zbliżających się wówczas świąt, opublikował na swoim Facebooku apel następującej treści:


„Ona dba o mnie i o dzieci. Ja spędzam cały tydzień dbając o rachunki. Większość mężczyzn myśli, że to uczciwe, ale ja wątpię. Mężowie, nie mamy większego prawa do odpoczynku, niż nasze żony. Miano „żywiciela rodziny” nie upoważnia do ucieczki od obowiązków domowych w soboty czy niedziele. Luksus odpoczynku to coś, co mężowie często kradną od swoich żon. Pamiętacie, 40-tygodniowy tydzień jest standardem kulturowym (…)”.


Pouczenia związane z Biblią sobie podaruję (jestem zdania, że to po prostu kwestia etyki i dobrej woli, nie tylko wiary), zresztą oryginalny wpis widzicie poniżej. Rozszedł się po sieci jak wirus.



Przesłanie jest jednak istotne i chyba wyraźne, zwłaszcza w takim okresie. Dziś odprowadzając dziecko do przedszkola rozmawiałam z innymi mamami. Wszystkie - bez wyjątku - narzekały na świąteczne zmęczenie. I teraz albo panowie są bardziej odporni, albo faktycznie ktoś tu ma z górki. Jestem bardzo ciekawa Waszego zdania.