Nie trzeba szukać daleko: w parkach i centrach handlowych jest ich pełno. Matki spacerujące z dziećmi w fotelikach samochodowych zamiast gondoli. Jak długo chodzą, nie wiadomo. Jedne godzinę, inne trzy.

Gondoli nie zabierają, bo jest ciężka, duża, niewygodna. A fotelik - klik - wpina się szybko, bezproblemowo. Matka jest mobilna i może ruszać na zakupy czy kawę z przyjaciółką.

Tylko że takie ułatwianie sobie życia nie zawsze jest dobre dla naszych dzieci. Foteliki samochodowe są projektowane tak, by w pierwszej kolejności mieć na uwadze BEZPIECZEŃSTWO niemowlaka w czasie kolizji. Kwestie ortopedyczne są tu trochę zepchnięte na kolejny plan. Dlatego też bobas nie powinien spędzać w nim dłużej niż 2 godziny na dobę. Spotkałam się nawet z rodzicami, którzy zrezygnowali z kupna gondoli, „bo przecież można wpiąć fotelik”.

Czym grozi przetrzymywanie dziecka w fotelikach samochodowych?

Dlaczego takie użytkowanie jest niezgodne z jego przeznaczeniem i niezdrowe dla malucha?

Przede wszystkim, niemowlak leżąc w takiej łupince (dotyczy to też domowych bujaczków) zazwyczaj nie leży prawidłowo i nie utrzymuje kręgosłupa w osi. Zazwyczaj skręca się w jedną stronę, pochyla. Jego kręgosłup i mięśnie jeszcze nie są na tyle stabilne, by były w stanie utrzymać ciało w prawidłowej pozycji. Taka asymetria może prowadzić do skrzywienia kręgosłupa, złego nawyku układania główki, jak również jej spłaszczenia.
Zwróćcie też uwagę na nóżki niemowlaka: w fotelikach samochodowych rozkładają się na boki. Dłuższe utrzymywanie takiej pozycji może powodować napięcie odgięciowe w odcinku lędźwiowym, z kolei to prowadzi do obniżenia napięcia mięśni brzucha. Przetrzymywanie dzicka w foteliku ogranicza prawidłowy rozwój dziecka. Mylne dla rodzicielskiej czujności jest zachowanie bobasa w foteliku - wtulone, ululane, wożone, często śpi sobie smacznie i nie protestuje.

Na czas długich podróży należy robić regularne przerwy. Maluszek zazwyczaj sam je ustanawia, bo wymaga karmienia bądź przewinięcia.

Przetrzymywanie dziecka w foteliku to jeden z rodzicielskich błędów. A jakie są inne?